Deum Sequere

Fides, Ratio et Patria

Tag: Kazanie (page 2 of 22)

O pokorze i nadziei

Kazanie wygłoszone w Czechowicach-Dziedzicach, XII niedziela zwykła 
Kiedy czytam dzisiejsze Słowo Boże myśli biegną do rzeczywistości w której żyjemy. Zmartwienia, zmartwienia, zmartwienia. Jak nie swoje to cudze. Cały czas i w kółko to samo. Nigdy nie może być spokojne, elegancko. Ile nerwów niezasłużonych, jak często cierpliwości brakuje… Czy tak mamy żyć aż do samego końca?

Chyba tak. Bo nie wszystko od nas zależy. Nie chodzi o to, byśmy czas marnowali biadoląc nad swoim losem i wszystkich na około przekonując, że wszystko nas przerasta. Wiele od nas zależy, bo nie na darmo dał Bóg talenty i zdolności, nie na darmo stawia na drodze życia ludzi, którzy są oparciem, wzorem, pomocą.  Wiele, ale nie wszystko. Im więcej spada na barki człowieka to tym bardziej trzeba sobie to uświadamiać. Dlatego bracia i siostry, co tu dużo mówić.

Im bardziej życie stawia nam przeciwności, tym bardziej trzeba się uczyć pokory. Ona zawsze zaprowadzi do Tego, od którego wszystko. Im bardziej życie stawia nam przeciwności tym bardziej trzeba jak prorok Jeremiasz zwracać się do Boga słowami: „Tobie Panie powierzam moją sprawę”, a później razem z Bogiem, żyjąc w Jego łasce stawiać czoła absolutnie wszystkiemu i nie pozwalać sobie by choć na chwilę stracić nadzieję, że będzie tak jak Bóg zaplanował, że On wie co robi.

Gdy komuś zabraknie pokory, gdy w zaślepieniu sukcesami zapomni o Bogu i będzie liczył tylko na własne siły to w perspektywie życia wiecznego wszystko straci. Bo nie po to nas Bóg powołał do życia byśmy miliony zgromadzili albo rezydencje pobudowali. Nie po to nas Bóg powołał! On nas wezwał do świętości, a tej się bez pokory nie zdobędzie. Świętość się zdobywa w trudach i przeciwnościach. Ona jest najważniejszą sprawą całego naszego ziemskiego życia, dlatego musi kosztować.

Człowiek liczący tylko na siebie będzie każdą porażkę przyjmował jak największą krzywdę i to nawet być może, do tego stopnia, że z tym co Boże da sobie spokój, bo przecież jak się modlić, jak sakramenty przyjmować gdy w sercu tyle gniewu, złości i poczucia krzywdy. Albo też ucieszony sukcesami dojdzie do przekonania, że wszystko zdobył sam więc Bóg mu do niczego ani nie był, ani nie jest potrzebny.

POKORY, POKORY, POKORY. Ona pozwala zawsze spokojnie i w nadziei, że Bóg wie co robi przyjmować absolutnie wszystko. Bóg jak daje krzyż to i z niego zwalnia. A nawet gdybyśmy mieli go nieść do końca życia, to przecież już niedługo, bo może jutro, a może za parędziesiąt lat to życie się zmieni na inne, na takie jakiego pragniemy, na dokładnie takie o jakie już dziś walczymy. Świętość musi kosztować!

Chrystus dziś jasno mówi, że nie ludzi się mamy bać i nie tego co o nas sobie pomyślą  ale bać się trzeba tylko tego, że w tym wszystkim czym żyjemy zaprzemy się Boga. Dla niego jesteśmy najważniejsi (choć może się czasem wydawać, że o nas zapomniał), ale czy gdy popatrzymy na to jak żyjemy możemy powiedzieć, że dla nas przede wszystkim On się liczy? Na to już trzeba samemu odpowiedzieć.
Pozwólcie, że podsumowaniem będą słowa Adama Asnyka, które od razu przyszły mi do głowy, gdy zacząłem przygotowywać to kazanie.  Asnyk to jeden z naszych doskonale i wszechstronnie wykształconych wieszczów, działacz konspiracyjny, który po klęsce powstania listopadowego był więziony przez Rosjan w Cytadeli Warszawskiej, a później, w czasie powstania styczniowego, był jednym z członków Rządu Narodowego. To on przewodniczył sprowadzeniu do Polski prochów Adama Mickiewicza. Posłuchajcie słów wiersza napisanego w 25 rocznicę powstania styczniowego,  który doskonale koresponduje z wezwaniem, jakie dziś stawia przed nami Chrystus.

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystało w milczeniu się zbroić…

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

Czytania mszalne: Jr 20,10–13; Rz 5, 12–15; Mt 10,26–33

3 maja. O Prawie Bożym i ludzkim.

Wspominając dwie ważne uroczystości przypadające 3 maja nie możemy tylko wspominać minionych wydarzeń, ale wyciągając wnioski z historii tworzyć nową rzeczywistość. Historia jest po to, by uczyć prawdziwej mądrości, a dzieje Ojczyzny, tak jak dzieje każdego człowieka są odbiciem Bożego zamysłu. Trzeba nam o tym stale sobie przypominać.

„W Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone.” (Kol 1, 16)

3 maja obchodzimy dwie uroczystości mocno ze sobą związane. Państwową i kościelną.
3 maja 1791 r. Sejm Czteroletni przyjął pierwszą w Europie, a drugą na świecie, ustawę zasadniczą, która regulowała porządek prawny w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Polska stała się monarchią konstytucyjną, prawa szlachty zostały mocno ograniczone, chłopów wzięto pod opiekę państwa, a liberum veto i wolną elekcję przy wyborze króla porzucono. Przez 14 miesięcy zbudowano na jej podstawie szereg praw, które regulowały życie w naszej Ojczyźnie. To, co miało służyć Ojczyźnie, okazało się jednak jej testamentem.
Oburzenie ze strony Rosji wywołane odejściem od status quo, targowica magnatów, którym odebrano przywileje, pociągnęło za sobą 123 lata zaborów. Polska nie istniała na mapach, ale nigdy nie przestała istnieć w sercach tych, którzy ją szczerze kochali. Konstytucja wypełniła w swoich założeniach część ślubowań złożonych przez króla Jana Kazimierza w lwowskiej katedrze 1 kwietnia 1656 roku, który zobowiązywał się wziąć pod opiekę lud polski i zaprowadzić sprawiedliwość społeczną.

129 lat po tych wydarzeniach, dwa lata po tym jak Polska odzyskała niepodległość, w 1920 r. na prośbę polskich biskupów papież Benedykt XV ustanowił święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Jej kult, kult Królowej Korony Polskiej, żył wśród Polaków pod zaborami, żył wśród emigracji i odegrał ogromną rolę w pracy nad budzeniem poczucia i świadomości narodowej. Zaborcy doceniali jego znaczenie i prowadzili walkę z jego propagowaniem, nakazując m.in. usuwanie wezwania „Królowa Korony Polskiej” z Litanii loretańskiej, zwalczając pielgrzymki do Częstochowy, usuwając z bibliotek publikacje o Królowej Korony Polskiej i ścigając procesami posiadanie i rozpowszechnianie kopii obrazu jasnogórskiego. To święto również nawiązywało do ślubów Jana Kazimierza, który pod opiekę Maryi powierzył swoje królestwo.

Dziś, w jednym dniu, dziękujemy Bogu za te dwie tak ważne dla Polski i Narodu sprawy. Ale takie wydarzenia nie są po to by je wspominać, ale po to by z nich czerpać doświadczenie i siłę do tworzenia rzeczywistości w której przyszło nam żyć.
Mamy takie miejsca w naszej Ojczyźnie, które uczą prawdziwej mądrości. Królewska Katedra na Wawelu jest wielkim świadkiem historii, ale i nauczycielem dla pokoleń Polaków i dla nas. Otóż właśnie tu spoczywają ci, którzy stanowili prawa i kierowali ludźmi. A dziś? Leżą wymieszani z prochem ziemi pod pięknie rzeźbionymi kamieniami. Ci, których potęga była powszechnie uznawana, których zasługi dla Ojczyzny nie budzą wątpliwości, którzy mieli wpływ na całą Europę, stanęli przed Panem, w którego władzy dotąd jedynie, mniej lub bardziej, wiernie uczestniczyli.

Mijają wieki, a człowiekowi dalej się wydaje, jakoby cokolwiek na ziemi od niego zależało. Żyjemy co prawda w innych realiach, w wolnej Polsce, ale dalej kłócimy się co wolno, a czego nie wolno. Żyjemy w świecie walki o władzę, w świecie obliczonym na tanie efekciarstwo i rządzonym twardymi regułami rynku, ekonomii i życiowego sukcesu, gdzie liczy się siła przebicia, spryt i umiejętność ustawienia się. Kto naprawdę jest wielkim, a kto malutkim i żałosnym w tym naszym pokręconym świecie? I gdzie w tym wszystkim nasze miejsce jako Dzieci Bożych? Gdzie w tym wszystkim Chrystusowa Ewangelia, gdzie Prawo Boże?

Dziś ludziom wydaje się, że wszystko mogą ustalić przegłosowując jednym „za” czy „przeciw”, wydaje się, że mogą o wszystkim zadecydować przez ustawy, poprawki, poprawki poprawek. Pewnie, że bez jasno określonych zasad społecznego życia ludzie szybko pozabijaliby się wzajemnie. Trzeba troszczyć się o przestrzeganie prawa i nie ulega wątpliwości, że jako katolicy jesteśmy do tego zobowiązani, ale nie wolno nam zapomnieć nigdy o tym, że jedynym prawem, którego musimy przestrzegać ponad wszystkim jest to, co Bóg wpisał w nasze sumienia i dał w Objawieniu, w Jezusie Chrystusie i Tradycji Kościoła. To jest jedyne prawo, nad którym nie ma żadnej dyskusji i które jest najpierwsze wobec wszystkiego, co sobie człowiek wyduma.
A dziś trzeba nam o tym mocno pamiętać, bo niektórzy chcą głosować nawet nad tym, co dotyczy natury człowieka i Bożego Prawa. Za daleko się dziś człowiek posuwa, bo wkracza w przestrzenie już nie tylko społecznych zależności, ale myślenia, światopoglądu i wiary, chce o życiu decydować o płci, o rodzinie. W imię ludzkich traktatów chce prawnie określać sposób życia i postrzeganie świata. I tu jest potrzebny zdecydowany opór, ale nie tylko przez manifestacje i marsze, ale opór przez radykalną i odważną wierność Bożemu Prawu i kierowanie się nim w życiu społecznym nawet, jeżeli miałoby to skutkować wyśmianiem czy zepchnięciem na margines.

Póki jeszcze ktoś każe nazywać ślimaka rybą, póki ustawowo określa pozycję kury w klatce czy ogłasza liczące 26 tysięcy słów dyrektorium o przewozie karmelowych cukierków to można na to patrzeć z przymrużeniem oka. Ale kiedy władza chce decydować o tym kto jest człowiekiem, a kto nie, kto mężczyzną, a kto kobietą i na jakich zasadach, kiedy zaczyna ingerować w rodzinę wypaczając pojęcie i rolę ojca lub matki, to tu ani śmiechu, ani przyzwolenia być nie może. Jedyne prawo jakiego trzeba nam, jako Dzieciom Bożym, bezwzględnie przestrzegać jest Prawo Boże. Ono ma inny charakter, bo nad nim się nie głosuje i jego się nie zmienia. Ono jest po prostu Boże, Objawione. Nim się żyje! Każde inne powinno to życie po Bożemu ułatwiać, a wiemy, że tak nie jest. Odnowa, zmiana, dokonać się może tylko wtedy, gdy człowiek odważy się Bożym Prawem żyć i tylko nim w życiu społecznym się kierować, nie zważając na żadne naciski oświeconych i postępowych tzw. ekspertów. Tym bardziej dziś trzeba nam o tym pamiętać, kiedy Naród Polski mówi o roli chrztu i tego wszystkiego co za nim idzie.

Doskonałym przykładem jest Maryja. Obraliśmy ją na Królową Narodu Polskiego i Ojczyzny naszej. A ona co na to? Przyjęła i teraz w koronie i z berłem w ręku, jako symbolami władzy, pokornie wskazuje nam swojego Syna i, jak niegdyś sługom w Kanie, daje najwspanialszą wskazówkę na doskonałe życie prostymi słowami: zróbcie wszystko cokolwiek wam powie (J2,5). Wszystko inne w ostatecznej perspektywie jest nic nie warte, jeżeli w prawie Bożym nie będzie miało swojego fundamentu. Ale dziś to wymaga odwagi i radykalizmu. Ale to wielka sprawa, więc musi kosztować.

Na kracie kaplicy Wazów doskonale to zobrazowano. Odlane w metalu szkielety trzymające w rękach korony, symbole władzy monarszej powywracane walają się pod ich nogami, a aniołowie beztrosko bawią się, puszczając mydlane bańki.
Sic transit gloria mundi. Tak przemija chwała świata.

Older posts Newer posts

© 2018 Deum Sequere

Theme by Anders NorenUp ↑