Deum Sequere

Fides, Ratio et Patria

Category: Kazania i homilie (page 2 of 26)

O prawdziwym bohaterstwie

VN550082

O pokorze i nadziei

Kazanie wygłoszone w Czechowicach-Dziedzicach, XII niedziela zwykła 
Kiedy czytam dzisiejsze Słowo Boże myśli biegną do rzeczywistości w której żyjemy. Zmartwienia, zmartwienia, zmartwienia. Jak nie swoje to cudze. Cały czas i w kółko to samo. Nigdy nie może być spokojne, elegancko. Ile nerwów niezasłużonych, jak często cierpliwości brakuje… Czy tak mamy żyć aż do samego końca?

Chyba tak. Bo nie wszystko od nas zależy. Nie chodzi o to, byśmy czas marnowali biadoląc nad swoim losem i wszystkich na około przekonując, że wszystko nas przerasta. Wiele od nas zależy, bo nie na darmo dał Bóg talenty i zdolności, nie na darmo stawia na drodze życia ludzi, którzy są oparciem, wzorem, pomocą.  Wiele, ale nie wszystko. Im więcej spada na barki człowieka to tym bardziej trzeba sobie to uświadamiać. Dlatego bracia i siostry, co tu dużo mówić.

Im bardziej życie stawia nam przeciwności, tym bardziej trzeba się uczyć pokory. Ona zawsze zaprowadzi do Tego, od którego wszystko. Im bardziej życie stawia nam przeciwności tym bardziej trzeba jak prorok Jeremiasz zwracać się do Boga słowami: „Tobie Panie powierzam moją sprawę”, a później razem z Bogiem, żyjąc w Jego łasce stawiać czoła absolutnie wszystkiemu i nie pozwalać sobie by choć na chwilę stracić nadzieję, że będzie tak jak Bóg zaplanował, że On wie co robi.

Gdy komuś zabraknie pokory, gdy w zaślepieniu sukcesami zapomni o Bogu i będzie liczył tylko na własne siły to w perspektywie życia wiecznego wszystko straci. Bo nie po to nas Bóg powołał do życia byśmy miliony zgromadzili albo rezydencje pobudowali. Nie po to nas Bóg powołał! On nas wezwał do świętości, a tej się bez pokory nie zdobędzie. Świętość się zdobywa w trudach i przeciwnościach. Ona jest najważniejszą sprawą całego naszego ziemskiego życia, dlatego musi kosztować.

Człowiek liczący tylko na siebie będzie każdą porażkę przyjmował jak największą krzywdę i to nawet być może, do tego stopnia, że z tym co Boże da sobie spokój, bo przecież jak się modlić, jak sakramenty przyjmować gdy w sercu tyle gniewu, złości i poczucia krzywdy. Albo też ucieszony sukcesami dojdzie do przekonania, że wszystko zdobył sam więc Bóg mu do niczego ani nie był, ani nie jest potrzebny.

POKORY, POKORY, POKORY. Ona pozwala zawsze spokojnie i w nadziei, że Bóg wie co robi przyjmować absolutnie wszystko. Bóg jak daje krzyż to i z niego zwalnia. A nawet gdybyśmy mieli go nieść do końca życia, to przecież już niedługo, bo może jutro, a może za parędziesiąt lat to życie się zmieni na inne, na takie jakiego pragniemy, na dokładnie takie o jakie już dziś walczymy. Świętość musi kosztować!

Chrystus dziś jasno mówi, że nie ludzi się mamy bać i nie tego co o nas sobie pomyślą  ale bać się trzeba tylko tego, że w tym wszystkim czym żyjemy zaprzemy się Boga. Dla niego jesteśmy najważniejsi (choć może się czasem wydawać, że o nas zapomniał), ale czy gdy popatrzymy na to jak żyjemy możemy powiedzieć, że dla nas przede wszystkim On się liczy? Na to już trzeba samemu odpowiedzieć.
Pozwólcie, że podsumowaniem będą słowa Adama Asnyka, które od razu przyszły mi do głowy, gdy zacząłem przygotowywać to kazanie.  Asnyk to jeden z naszych doskonale i wszechstronnie wykształconych wieszczów, działacz konspiracyjny, który po klęsce powstania listopadowego był więziony przez Rosjan w Cytadeli Warszawskiej, a później, w czasie powstania styczniowego, był jednym z członków Rządu Narodowego. To on przewodniczył sprowadzeniu do Polski prochów Adama Mickiewicza. Posłuchajcie słów wiersza napisanego w 25 rocznicę powstania styczniowego,  który doskonale koresponduje z wezwaniem, jakie dziś stawia przed nami Chrystus.

Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!… Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę… Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystało w milczeniu się zbroić…

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

Czytania mszalne: Jr 20,10–13; Rz 5, 12–15; Mt 10,26–33

Older posts Newer posts

© 2018 Deum Sequere

Theme by Anders NorenUp ↑